Polacy są najlepsi. Wspomnienia Kanadyjczyka z Dywizjonu 303

Polacy są najlepsi. Wspomnienia Kanadyjczyka z Dywizjonu 303
nowość
 
Autor: Johnny Kent
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 496
Format: 135x215 mm
Wydawnictwo: Bellona
ISBN: 9788311151680
34,90 zł
- 30%
24,43 zł
 
JOHNNY KENTOWSKI - AS MYŚLIWSKI, KTÓRY ZOSTAŁ POLAKIEM

Kiedy dostał skierowanie do Dywizjonu 303, tylko prychnął z pogardą: O polskim lotnictwie wiedziałem tylko tyle, że przetrwało jakieś trzy dni w starciu z Luftwaffe. Nie spodziewał się zbyt wiele po tej bandzie dzikusów – przymusowo uziemieni, zamiast Niemców, podbijali Brytyjki i lokalne puby, nie przejmując się nieznajomością angielskiego. Gdy wreszcie pozwolono im latać – pierwsze zestrzelenie było efektem samowolnego wyłamania z szyku. Rozwalają wszystko, co wejdzie im w drogę. Uwielbiają strzelać do szkopów i traktują to jako świetny ubaw – przyznał osłupiały Kentowski. Zachwycony polską brawurą zaczął uczyć się języka polskiego, przyjął jako osobisty emblemat polskiego orła na tle kanadyjskiego klonowego liścia, a brytyjskiego oficera, który nie wstał do polskiego hymnu, położył jednym uderzeniem pięści. 21 lat w lotnictwie wojskowym miało swoją cenę. Nieudane związki z kobietami, trudne relacje z dziećmi oraz alkohol pozwalający oswoić powracające koszmary. Dopiero po śmierci John Kent mógł wrócić tam, gdzie czuł się najlepiej, do swoich Polaków – jego prochy rozsypano nad bazą myśliwską RAF w Northolt.

Najlepsze życzenia i wszelkiego szczęścia jakie jest na świecie dla najwspanialszego dywizjonu jaki istnieje na świecie, z głębokim podziękowaniem za utrzymanie mnie przy życiu i nauczenie mnie jak walczyć podczas pamiętnej Bitwy o Anglię. Za spotkanie w Warszawie!

John Kentoffski
(pożegnanie z Polakami, wpis w kronice Dywizjonu 303, 7 kwietnia 1941 roku)



Wyjaśniłem więc, że jest to kronika prowadzona od momentu rozpoczęcia wojny w Polsce i że zbierają podpisy wszystkich wybitnych osób, które odwiedzają dywizjon. Biedny Zumbach, pilot wybrany przez Churchilla, nie całkiem zrozumiał, musiałem mu więc powiedzieć moją najlepszą polszczyzną, o co chodzi. Na jego twarzy odmalowało się zrozumienie i wyciągnął niewielką armatę! Wszyscy pozostali odgadli, o co chodzi, i za moment mieliśmy przed sobą istny arsenał.
Churchill chrząknął, zagryzł swoje cygaro, odwrócił się i zamierzał minąć Fericia, który bardzo sprawnie schował swój pistolet do tylnej kieszeni, a równocześnie wyciągnął Kronikę Dywizjonu i pióro, wręczył je premierowi i powiedział swoją angielszczyzną:
– Proszę o podpisać, sajr!
Wielki Człowiek spojrzał wściekły i zwracając się do mnie, rzucił:
– Co to ma być?
– A niby dlaczego miałbym ją podpisać? – praktycznie warknął.
Miałem go już szczerze dosyć; uważałem, że jego postawa i gderliwość były zupełnie nie na miejscu, więc odpowiedziałem lekko kąśliwie:
– Cóż, sir, Jego Królewska Mość raczył podpisać na poprzedniej stronie!
Patrzył na mnie przez chwilę, po czym odwrócił stronę, gdzie stało jak byk: George, R.I.1. Premier spojrzał na mnie i zdawało mi się, że tym razem dostrzegłem leciutki błysk rozbawienia w jego wzroku.
– W porządku! – mruknął i podpisał.
Cicho, sam do siebie, odhaczyłem: „jeden-zero”.
 

Napisz swoją recenzję